piątek, 21 listopada 2014

Od Vel'Koza

Znowu w domu... Czy może raczej szkole. Myślałem, że tym razem się nie pojawia, ale... No cóż, przynajmniej tu ich nie mam. Szedłem spokojnie w stronę bramy, gdy z rozmyślań wyrwał mnie czyjś głos.
 - Cześć! Dawno się nie widzieliśmy. - powiedziała Ayano.
Jako jedyna zaakceptowała mój wygląd i zachowanie. I co może niektórych zdziwić, jestem dla nie miły. Ale zaprzyjaźniła się ze mną chyba tylko dlatego, że nie widziała ich na żywo, tylko na zdjęciach, które wykonał mój ojciec, albo tych którzy zrobili ludzie żeby się mieć z czego śmiać.
- Może mi odpowiesz, przywitasz się?! - mruknęła udając naburmuszenie
- Och, przepraszam... - odpowiedziałem nieco skruszonym głosem
- Znowu się pojawiły, mam rację? Nie przejmuj się ludźmi, którzy cię obrażają! - pocieszyła mnie
- Wiesz, trudno ignorować rzucanie w ciebie kamieniami... - po tych słowach jakby zmarkotniała.
Przejmowała się mną. Mimo, że znamy się dopiero od dwóch lat to jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi i wiemy o sobie prawie wszystko.
- Ej, panie myślicielu! Już jesteśmy przy pokojach!
- Co? A tak. Emm... To widzimy się później?
- Tak! Chętnie opowiem o swoich wakacjach!
Lecz gdy weszliśmy do pokojów i rozpakowaliśmy trochę rzeczy usłyszeliśmy huk. W tej szkole niby to normalne, ale... Zawsze to jest z laboratorium, lub garażu. A ten... No, był po prostu inny. Od razu wybiegłem z pokoju na plac, a za mną Ayano wystawiła głowę zza drzwi ale , ale też poszła.
- Czy nikomu nic się nie stało??? - krzyknął nieznany nam głos.
Wszędzie były kłęby pyłu jakby ktoś rozwalił ścianę. Gdy opadł zauważyłem, że mało się pomyliłem, bo zobaczyłem zniszczona ścieżkę. Po chwili zwróciłem uwagę a dwóch nowych uczniów. Chłopak miał przerażoną minę, a dziewczyna stojąca za nim wydawała się być zirytowana.
- Emm...  Cześć? - powiedziała Ayano, która już miała do nich podejść, ale ją zatrzymałem.
- Nie wiemy jakie mają moce. Choć jak widać on - wskazałem na czarnowłosego, który miał jedną rękę całą w pyle - ma chyba nadludzką siłę. Nie chcę, żeby coś ci się stało. Jesteś moją  jedyną przyjaciółką - przyciągnąłem ją do siebie - Po tylu latach w samotności... - puściłem ją i podszedłem do obcych. - Więc? Zgaduję, że jesteście nowymi uczniami. Zaprowadzę was do mojego ojca, znaczy... dyrektora - powiedziałem gniewnie i poszedłem w stronę budynku. Co jakiś czas słyszałem "Ale ta szkoła jest duża!", "Ogromna", "Gdzie prowadzi ten korytarz?".
- Moglibyście być ciszej?! - zirytowałem się. Od razu ucichli, lecz po chwili znowu zaczęli gadać.

                                                                            ***

- Tu jest gabinet dyrektora. - otworzyłem drzwi.
- O, nowi uczniowie. Dziękuje Vel, możesz iść - powiedział pogodnie dyrektor.
Wróciłem na plac gdzie już kilku uczniów zaczęło naprawiać chodnik. Nigdzie nie widziałem Ayano, więc poszedłem do pokoju. Rozpakowałem się i zacząłem grać na fortepianie. Szybko się uspokoiłem. Postanowiłem sprawdzić co się stało z nowymi osobami. W końcu jako syn dyrektora, ludzie podobno ode mnie czegoś oczekują... Już miałem skręcić gdy usłyszałem. że w pokoju obok Ayano ktoś rozmawia. Rozpoznałem od razu jej głos, więc wszedłem do pokoju.

Ayano? Shintaro?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz